poniedziałek, 07 listopada 2011
Kilka dni temu miałam wypadek. Wystarczyło kilka centymetrów, trochę mniej szczęścia i spadając z ponad dwóch metrów uderzyłabym głową o kant betonowych schodów. Ile takich uderzeń kończy się śmiercią? Jakie miałabym szanse żeby przeżyć? Kiedy zabrakło gruntu pod stopami myślałam tylko o tym, że to koniec. Nie było o co się oprzeć. Niczego za co możesz złapać. Tylko dwa metry w dół, betonowa podłoga i betonowe schody. Teraz ten koszmar śni mi się po nocach a ciągłe myśli o tym co by było gdyby moja głowa roztrzaskała się na tych schodach nie dają mi spokoju. Nigdy nie byłam tak przestraszona jak wtedy. Nigdy nie byłam też tak potłuczona jak teraz. Czemu ja się tam nie zabiłam???
środa, 07 września 2011
PS. Że u Ciebie dobrze, że się ułożyło... Szczęście to czasami tylko złudzenie, wiecie?
Dziękuję, że byliście, czytaliście i komentowaliście. Życzę szczęścia które nie będzie złudzeniem.
piątek, 02 września 2011
Panie i Panowie, żegnam, pa.
poniedziałek, 11 lipca 2011
Zadziwia mnie moja wewnętrzna przemiana. Jest doprawdy niezwykła...
piątek, 06 maja 2011
Pistacjowa żyje. Zazwyczaj ma się dobrze, ale bywa różnie. Ciągle ma jakieś problemy. A jakby swoich jej było mało, więła na siebie też problemy ukochanego. Ma ich więc teraz dwa razy więcej i z więksością nie potrafi sobie poradzić. Podobno w życiu w związku o to chodzi, że na dobre i złe, że problemy dzielić trzeba na pół... Ale jak się ze swoimi nie radzi to jak tu poradzić sobie z kolejnymi? Tylko zwiększa się to cholerne uczucie bezradności... Ale na pytanie czy jest szczęśliwa odpowiedziała ostatnio, że tak. Bo jest. Od ponad roku już z nią ktoś wytrzymuje, więc jak tu się nie cieszyć? Na wszystko coraz mniej czasu. Na czytanie blogów nie ma go już wcale :/ Wybaczcie. U kogoś jakieś większe zmiany nastąpiły? Chwalić się proszę, jeśli ktoś tu jeszcze bywa...
piątek, 04 marca 2011
Siedzę w pracy i po kryjomu, między uzupełnieniem danych jednej i drugiej pani korzystam z internetu. W nosie mnie kręci i kichać się chce, ale w biurze taka cisza, że gdybym kichnęła słyszeli by wszyscy więc wolę tego uniknąć. W ogóle wolę unikać wszystkich możliwych sytuacji w których naraziłabym się na ocenianie mnie przez innych. Dlatego całe życie nie wyróżniałam się z tłumu, siedziałam cichutko z boku i udawałam, że mnie nie ma. Często ludziom wydaje się przez to, że jestem nieśmiała albo cichutka, spokojna i grzeczna. Otóż nie jestem. Przeraża mnie po prostu to, że ktoś mógłby oceniać moje zachowanie, choć teraz wiem, że ludzie zazwyczaj tego nie robią, bo nie zwracają uwagi albo mają to w dupie. Cóż. Zawsze byłam dziwna ;) Ps. Kobiety pracujące w biurach to straszne, złośliwe plotkary. Czasami słychać tu tylko ciche szepty i szydercze śmiechy. Czuję się tu świetnie! ;)) Ps 2. Śniło mi się, że Miś się oświadczył. Tzn. klęknął przede mną, z kieszeni wyjął malutkie pudełeczko, uśmiechnął się z czułością, powiedział jak bardzo mnie kocha, otworzył pudełeczko i... wyjął z niego figurkę malutkiego krasnoludka :/
czwartek, 03 marca 2011
Cały czas dziwią mnie zmiany jakie zaszły w moim życiu w ciągu ostatniego roku. Zadziwiają też zmiany jakie zaszły we mnie. Jestem w zupełnie innym miejscu mojego życia niż wtedy. Jestem bardziej pewna siebie. Mniej depresyjna. Nie robię sobie krzywdy w celu ukarania się za "błędy". Pozbywam się części kompleksów. Zaryzykowałam i pozwoliłam poznać się komuś kto naprawdę tego chciał. Pozwoliłam się pokochać i sama pokochałam mimo strachu że skończy się tak jak zawsze. Nie jest tak jak zawsze. Jest dobrze i jestem szczęśliwa. Jak nigdy w życiu. Mam pracę i choć nie jest to praca marzeń to nie narzekam. Mogłabym przecież w poniedziałek iść na wyznaczoną wizytę w urzędzie pracy i dowiedzieć się że nie mają dla mnie propozycji. Jestem naprawdę w zupełnie innym punkcie. Ale to ciągle ta sama Ja. Chyba...
poniedziałek, 21 lutego 2011
Jest taki kawałek Pono - Pierdole to. Dziś nazwałam go reakcją na rzeczywistość. Pierdolę to że za tydzień mogę być bezrobotna. Pierdolę to że ten kraj jest chory i tak mało zależy od zwykłych ludzi. Pierdolę też wiele innych rzeczy. Bo tak chyba lepiej jeśli i tak nie możesz niczego z tych rzeczy zmienić. Już wystarczająco się naużalałam i tutaj i wielu ludziom którym niepotrzebnie zaufałam. Użalanie się i dołowanie nie ma sensu. Chociaż często to słyszałam musiałam sama do tego dorosnąć. No nie sama... Gdyby nie miłość i wszystko to co daje mi M. pewnie już bym wylądowała w psychiatrylu lecząc się z załamania nerwowego. Ale jedna rzecz się w moim życiu odmieniła i nauczyłam się myśleć... Im dłużej wmawiasz sobie że jesteś beznadziejna tym bardziej taka się czujesz i nikt nie jest w stanie słowami wytłumaczyć Ci że jest inaczej. Im częściej powtarzasz sobie że jesteś nikim tym bardziej nikim się stajesz. I krzywdzisz się myślami coraz mocniej. I ranisz się każdą kolejną negatywną opinią. Inni tylko kłamią że nie jesteś zła byś poczuła się lepiej. Przecież tak naprawdę myślą dokładnie tak samo jak Ty... Wystarczyła jedna ta najbardziej odpowiednia osoba żebym wreszcie otworzyła oczy...
Wczorajszego wieczoru mój ukochany zobaczył stojącą na szafce zakurzoną i od dawna nie ruszaną pamiątkę po moim byłym. Trzymam ją bo jest ładna. Po prostu tam stoi. M. nie mógł tego zrozumieć. Było tłumaczenie, był płacz bo tak czasami reaguję kiedy czuję się bezradna. Sprawa nie do końca wyjaśniona. Pamiątka ma zniknąć. Teraz sama zastanawiam się czemu nadal trzymam prezent od kogoś kto skrzywdził mnie najbardziej w źyciu. Dawno przestałam myśleć o przeszłości a uczucia do tamtego człowieka jakie zostały we mnie to tylko głównie nienawiść. Dlaczego do cholery to ciągle jest w moim domu i czemu zastanawiam się czy powinnam to wyrzucić spełniając prośbę ukochanego???
wtorek, 08 lutego 2011
Od dawna męczy mnie pewna fobia. O ile fobią można to nazwać. Nienawidzę jeść przy innych ludziach. Nie cierpię. Mama, tata i brat to już norma ale ktoś inny... Tragedia. Śniadanie w pracy do udręka. Czasami wolę być głodna niż zjeść kiedy ktoś mógłby to zobaczyć... W liceum już tak było. Na studiach jadłam po kryjomu... W weekend okazało się że nawet zjedzenie kolacji i śniadania przy ukochanym to udręka. Miś wie że ma nie patrzeć wtedy na mnie ale taka sytuacja go nie zadowala. Mnie też. Czemu tak jest? Może temu że ludzie pomyślą że już i tak jest gruba a jeszcze się obżera? Nie jem jak świnia, nie leci mi jedzenie z buzi a i tak jest to dla mnie problemem... Problemem z którym zupełnie nie wiem co zrobić...
Miłej środy.
(Z telefonu.)
|
Zakładki:
Blogi znajome, częściowo opuszczone...
Kiedyś czytane
Różności o Pistacji
Foto pistacji by:

|